sobota, 10 listopada 2007
Zachęta...
Wczoraj wizyta w Zachęcie... sztuka Meksyku... a ja zapamiętałam najbardziej pewną Panią ubraną gustownie, taką z rodzaju artystek widzących świat swoimi oczami... I tak pewnie przyglądała się też instalacjom... 
00:36, mk626 , ja
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 października 2007
taaaaaaaaaa

Karta pochłania mnie całkowicie, jestem szczęśliwa wielce... życie się układa, szpital się skończył i jest pięknie... ech...

a wczoraj po pracy odpoczynek w Sofie. Ewunia wyprawiła urodzinki 27...:) ciiiiiiiiiii:) oj, czas leci... ani się obejrzę, a sama dotrę do ćwierćwiecza. i tak to będzie, ale co tam... czy jak się ma więcej lat na karku, to ma być inaczej, gorzej.... nieeeeeeeee. o nieeeeeeeeee. powrót był piekny. 6 osób , czyli o jedną za dużo wsiadło do samochodu, Norbert mąż-policjant  łamie zakaz, a jego Edyta, ciężarna żona za kierwonicą. za miesiąc rodzi. dla takich chwil warto żyć. a potem o 0.00 gdzieś na Ząbkowskiej kebab u Wietnamczyka, który biedny 24/h w pracy. i tak się wlecze ten czas, dzisiaj sobota, chwila swawoli.

czwartek, 27 września 2007
ech
co się dzieje, czy to już tak musi być, że ktoś się musi wyprowadzić... ? a po co? no to pięknie... oj, daleko będzie daleko, mam nadzieję, że będzie mi się chciało ruszać "kopyta", by na drugi koniec jechać... W-wy... taaaaaa... grunt to zachować dobry humor, a chęć sama przyjdzie... miejmy nadzieję, która nie okaże się być matką głupich.
czwartek, 16 sierpnia 2007
yeah
teraz trochę odpoczywam, w końcu... ale tak połowicznie, bo leniuchowanie i nicnierobienie nie leży w mojej naturze, więc normalne, że coś robię... oglądam filmy. tak, to też. oczywiście bez kultury życie dla mnie byłoby do niczego. na szczęście istnieje. kończę licencjat. kończę magisterkę, no to drugie to prawie, w połowie jestem, więc potrzebuję jakieś trzy pełne dni jeszcze na koniec... zobaczy się. mam nadzieję, że dam radę. tylko ten upał... nic to, byle do jesieni... jesień to taka ładna pora... liście spadają z drzew...
sobota, 04 sierpnia 2007
powstanie
wybuchło... teraz to tylko odliczanie, ale nie dla wszystkich... są jeszcze Ci, którzy pamiętają... i tych i dla tych warto odwiedzać w ten dzien Powązki, a przynajmniej zatrzymać się...
jechałam tramwajem, patrzę, 17.00, a ludzie dookoła... ktoś rozmawia przez komórkę, jakieś dwie kobiety paplają niczym te dwie papużki... tylko niektórzy, zdaje się, coś przezywają... tramwaj jedzie....
patrzę za okno, tam, na szczęście, samochody stoją, słychac dźwięk głuchy syren... jakaś Pani stoi z siatką pełną zakupów, obok następna... a jednak pamięć istnieje... zostaje iskra nadziei...
niedziela, 22 lipca 2007
lalalla

dzieje się dużo, dużo... chodzę tam i siam... wszędzie mi dobrze:) czy to w Urzędzie, czy to w biblio przy pracy dla Karty, czy to pod Pałacem Kultury, kiedy se przed północą film oglądam, czy to na Starówce , na koncercie jazzowym, czy w akademiku na imprezce pokojowej z muzą z lat 70-tych, 80-tych... życie me kwitnie... nie ma czasu na nudę, ani wolnej chwili... wiecznie coś robię. i to mi się podoba najbardziej.

piątek, 25 maja 2007
życie
jest takie miejsce.ośrodek niewielki pozornie, tam ostatnio chodzę czasami... ludzie wydają się niesamowitymi fascynatami.a ja pośród nich.
jest takie drugie miejsce. urząd. i znów inni, zupełnie? nie do końca. wszystko z myślą o innych przecież jest robione. i o to chodzi:)
ps. AC Milan zdobył puchar Ligi Mistrzów:)
00:55, mk626 , ja
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 kwietnia 2007
tak jak być powinno
przechodzę piękny okres w moim życiu:) wolontariat. nie wiedziałam, że daje taką frajdę. muszę znaleźć jeszcze jeden, bo te dwa to za mało. tak. ale praca się sama nie napisze tez. nie wiedziałam, że organizacje pozarządowe tak wciągają. niech żyje III sektor:) robisz coś, co sprawia Ci przyjemność. jest fantastycznie, naprawdę:) po prostu pięknie. jakbym nie musiała kiedyś mieć pieniędzy, to wszystko mogłabym robić za darmo dla innych. pozostaje mi wygrać w totka, a potem dawać z siebie wszystko:) to by było życie. vov!!!
wszędzie Cię chcą, bo jeśli Ty chcesz, to dlaczego nie. bałam się, że się nie sprawdzę, ale jednak. marzenia się spełniają.
wczoraj znów widziałam się z Fiołkiem, jak już Jej rzekłam, pewno się przede mną obroni:)
no nic, moje priorytety zawsze były postrzelone:) przede wszystkim inny człowiek, dopiero później własne ego. nic na to nie poradzę.
czwartek, 05 kwietnia 2007
...
tydzień kolejny minął. byłam z Martą w Teatrze Żydowskim na Dybuku. to taka piękna opowieść o miłości. dla zakochanych i nie tylko. w jidysz.
wczoraj zaś miałam równie cudny dzień. spotkałam się w końcu z Falą, pogadałyśmy se szczerze. wieczorkiem widziałam się z Ligią, dziewczyną, która prowadzi bardzo aktywne życie. i odnajduje się w tym, co robi. fantastyczne. tak jak mi się zdarza ostatnimi czasy. a ciężko na tym świecie realizować swoje marzenia. więc jak już nadarzy się okazja, to nie ma na co czekać, trzeba działać, wbrew nawet temu, że licencjat i magisterka leżą i skowyczą gdzieś w kącie. Wiola w Niemczech wciąż.
piątek, 30 marca 2007
płynie
czas biegnie, ja biegnę, ty biegniesz itp. itd. czasami zastanawiam się dokąd? dobrze, że tylko czasami, inaczej pewno już dawno bym zwariowała:) a tak słonko świeci, ptaszki fruwają, kury skubią trawkę. kontynent się rozrasta dosłownie i w przenośni. wolontariat jest świetny. wciągnęłam się, a z autopsji wiem, że jak już się w coś wciągnę, to trudno mnie potem z tego wydostać. na siłę za nogi:) ale przeciez o to chodzi na tym dziwnym świecie.

ps. w niedzielę odwiedziłam Edytę i Norberta oraz Iwonę i Grzesia, dorosłe życie im się zaczęło. pozazdrościć? nie:) a później na Starówkę i koncert Solidarni z Białorusią i , jak to się mówi, dałam czadu:)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki: